Mag Talent

16_wywiad-01

„Pokaz iluzji jest możliwością przekazania innym radości, zaskoczenia i inspiracji. Oprócz możliwie najwyższego poziomu pokazywanej iluzji, niezwykle ważny jest dla mnie kontakt z publicznością, dzięki któremu występy przebiegają w lekkiej i przyjaznej atmosferze”, tak o swojej pracy mówi Piotr Denisiuk, pochodzący z Lublina magik i iluzjonista, finalista Mam Talent.

Jak to się stało, że został Pan iluzjonistą, co było inspiracją?

Jako nastolatek zobaczyłem sztuczkę ze znikającą kartą. Był to zręcznościowy efekt, który tworzył złudzenie, że karta naprawdę znika. Nauczyłem się tego i zacząłem to pokazywać w szkole. Reakcje były niesamowite, więc zacząłem zgłębiać temat iluzji.

Kiedy wykonał Pan swoją pierwszą profesjonalną „sztuczkę” i co nią było?

Bardzo trudno określić moment profesjonalizmu. Mogę szczerze powiedzieć, że dopiero po długich latach zaczyna się krystalizować profesjonalizm. Bo profesjonalizm jest połączeniem jakości i doświadczenia, a nie można tego komuś zapewnić po kilku miesiącach ćwiczeń. Pierwsze występy, które były dla mnie satysfakcjonujące były właśnie po kilku latach występowania.

Czy są jakieś praktyczne „szkoły magii”, w których zainteresowani mogą szkolić się w tym zakresie?

Niestety sowa z listem do Hogwartu do nikogo nie przyleci. Na świecie jest kilka miejsc, gdzie profesjonalni iluzjoniści uczą magii i występowania, ale jest to raczej ciekawostka, niż obowiązkowy punkt na drodze stania się iluzjonistą. Iluzja to wąska wiedza, która przez wieki była przekazywana w relacji uczeń-mistrz. Obecnie istnieją książki i kursy o iluzji, dostępne m.in. na platformie www. naukailuzji.pl

Czy ktoś był Pana nauczycielem, wzorem do naśladowania?

Moim wzorem przez kilka lat był Gazzo. Brytyjski iluzjonista, który robił niesamowite pokazy na ulicy. Nie urzekły mnie za to jego efekty, ale jego charyzma, sposób prezentacji i kontakt z publicznością. Potrafił na środku ulicy w ciągu kilku minut stworzyć tłum ludzi, którzy z niedowierzaniem i radością czekali do końca występu.

Jakby Pan skomentował słowa A. Einseina, który tak powiedział o artystach, „Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć, jest oczarowanie tajemnicą”?

To jest piękne zdanie, które mam w scenariuszu do nowego efektu. Tajemnica jest czymś, czego nie możemy dotknąć i zrozumieć. Jest to niezwykłe, że jako ludzie chcemy brać wszystko na rozum, a nie zawsze to jest kwintesencją przeżyć. Język mówiony jest w pewnym stopniu ograniczony i słowami jesteśmy w stanie opisać wschód słońca na malowniczej wyspie. Ale tylko tu i teraz możemy go przeżyć. Podobnie jest z tajemnicą. Jest nieuchwytna i może być czymś niezwykłym, co zapamiętamy do końca życia.

Czym dla Pana osobiście jest iluzja, co w niej jest najbardziej fascynujące?

Iluzja jest dla mnie sposobem na podarowanie zachwytu. Najbardziej fascynujące są dla mnie oczy widzów, którzy właśnie zobaczyli coś, co nie miało prawa się wydarzyć. Ten nieuchwytny moment, który można przeżyć tylko na żywo podczas spotkania z magią.

Przechodząc do spraw praktycznych, ile trwa przygotowanie jednej iluzji, tak od początku, aż do finału na scenie?

Zwykle od kilku miesięcy do kilku lat. W zależności od skomplikowania efektu, jego przygotowań i późniejszych ćwiczeń. Bo występ na scenie z nowym efektem to dopiero początek. Przez kolejne kilkadziesiąt, kilkaset występów cały efekt jest dopracowywany w realnych warunkach.

Skąd pochodzą inspiracje do nowych scenicznych pomysłów?

Inspiracje mogą przyjść z każdej strony. Jeśli lubię kawę z Costy, to mogę wykorzystać kubek tej firmy i zamiast kawy pojawi się w niej przedmiot, o którym pomyślał widz. Najlepiej, jeśli nowe pomysły wychodzą z osobowości występującego, ponieważ jest to wtedy autorskie i oryginalne. Warto mieć otwartą głowę i czerpać inspiracje także z różnych dziedzin sztuki, nie tylko iluzji.

Czy jest taka jedna, ulubiona iluzja, którą lubi Pan najczęściej wykonywać?

W tym momencie nie mam ulubionego numeru w repertuarze. Niektóre lubię nieco bardziej, niektóre staram się już zamienić na inne, ale cały czas pracuję nad nowymi efektami. Często jak wprowadzam nowy numer na stałe do pokazu, to on staje się moim ulubionym, bo jest świeży i daje mi poczucie lekkiej niepewności. A jest to mobilizujące.

Ze znanych iluzjonistów, którego ceni Pan najbardziej?

Moim ulubionym iluzjonistą jest David Blaine. Nie jest szeroko znany w Polsce, ale w USA jest jednym z najbardziej znanych iluzjonistów. Jest iluzjonistą, który robi także kultowe numery w nowoczesnym stylu, jak np. „Bullet Catch”, który jest łapaniem pocisku z karabinu w usta. Moim zdaniem jest to Houdini naszych czasów, który szybko przejdzie do historii.

Najbardziej zapamiętany występ podczas kariery scenicznej to ten w…

Monako. Występowałem wtedy na evencie w miejscu, który miał widok na Morze Śródziemne, a w trakcie imprezy otworzył się dach i ściany, dzięki czemu efekt był powalający. Smokingi, długie suknie i magia – czego chcieć więcej?

Jakie to przeżycie wystąpić w finale programu Mam Talent?

Jest to niezwykła przygoda! Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że sama scena nie jest tak duża, a na widowni nie ma tłumów, jest to normalny występ. Natomiast świadomość, że przez ten duży obiektyw w kamerze w tym momencie ogląda mnie ponad milion osób na żywo jest czymś przejmującym.

Często występuje Pan w rodzinnym Lublinie na znanym już w całej Europie festiwalu „Carnaval Sztukmistrzów”, czy te występy mają szczególne znaczenie?

Tak, bardzo lubię Carnaval. Jest niezwykłą imprezą, która ma najlepszą atmosferę ze wszystkich festiwali, na których byłem. Widownia jest otwarta, chętna do współpracy i każdy jest nastawiony na to, że chce zobaczyć coś niezwykłego. A to, że festiwal odbywa się w moim rodzinnym mieście, tym bardziej ma dla mnie przywiązanie emocjonalne.

Czego nie lubi Pan podczas występu?

Nie lubię przeszkadzania. Mam na tyle doświadczenia, że takie sytuacje rzadko się zdarzają i jestem w stanie prowadzić występ w dobrym kierunku, jednak czasami trafia się widz, z którym ciężko sobie poradzić. Jeśli ktoś jest zabawny i dodaje coś od siebie, współpracuję z nim i jakość występu rośnie. Ale czasami ktoś myśli, że moją rolą jest zrobić z niego głupka i za wszelką cenę chce sprawić, żeby występ był słaby. To jest rodzaj energii, której nie lubię i którą staram się wygaszać.

Występom towarzyszy trema i stres, że coś się nie uda?

Jeśli mam wszystko przygotowane i przećwiczone w praktyce, stres jest mały. Ale jeśli robię nowy numer, albo całkowicie nowy występ, ustawiam się znowu jako nowicjusz, który musi budować wszystko od nowa. Oczywiście nie występuję od dzisiaj i nie startuję od zera, ale jest to zupełnie nowe doświadczenie – jak publiczność przyjmie te numery? Czy one są dobre? Może mogłem to przygotować lepiej?

Czy jako iluzjonista wykorzystuje Pan podczas pokazów elementy psychologii, może nieuwagę publiczności?

Oczywiście. Psychologia i iluzja to tematy ze sobą mocno połączone. Jako iluzjoniści wykorzystujemy wiedzę psychologiczną, żeby tworzyć złudzenie kontroli, wykorzystywać luki percepcyjne czy stosować techniki, jak opóźnienie w czasie czy złudny wybór. Obecnie często na wykładach dla iluzjonistów dzielimy się właśnie tematami nie do końca związanymi z technikami, ale właśnie z tworzeniem większych wrażeń za pomocą tych samych numerów, ale z inną otoczką.

Pandemia, każdy z nas jej doświadczył, także dla artystów to ciężki czas, czy pokazy przeniosły się też do Internetu, czy dalej stara się Pan występować „na żywo”? Cały czas występuję na żywo, bo tam można faktycznie doświadczyć magii. Oczywiście odbywają się też pokazy w Internecie, ale osobiście traktuję to bardziej jako ciekawostkę i przedsmak do tego, żeby doświadczyć magii na żywo. W czasie pandemii stworzyłem platformę do nauki iluzji online: www.naukailuzji.pl, gdzie są dostępne kursy, książki i artykuły o iluzji.

rozmawiał Jarosław Wójtowicz