Gość specjalny: Paulina Krupińska-Karpiel

scena z: Paulina Krupińska-Karpiel, SK:, , fot. AKPA/AKPA
scena z: Paulina Krupińska-Karpiel, SK:, , fot. AKPA/AKPA

Paulina Krupińska-Karpiel – Miss Polonia 2012, prezenterka TVN Style, a od wiosny współprowadząca program „Dzień Dobry TVN” – uważa się za szczęśliwą i spełnioną kobietę. Razem z mężem, muzykiem Sebastianem Karpielem-Bułecką wychowują dwójkę dzieci – 5- letnią Antoninę i 3-letniego Jędrzeja. Żyją na dwa domy – w Warszawie i na Podhalu.

Prowadzisz wraz z Damianem Michałowskim poranny program „Dzień Dobry TVN”. Czy programy na żywo to dla Ciebie duży stres?

Tak, choć obecnie znacznie mniejszy niż na początku. Nauczyłam się, że jestem integralną częścią zespołu, wszyscy pracujemy na sukces programu i nie ma sensu żałować, że na przykład nie zadałam jakiegoś pytania. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że zrobiłam to dobrze, ale będą i tacy, którzy mnie skrytykują. Na początku chciałam być poprawna, idealna, a zapomniałam, że dla widzów naturalność jest najcenniejsza.

Co najbardziej podoba Ci się w telewizji śniadaniowej?

Jest to telewizja na żywo, a to zawsze wiąże się z ogromną adrenaliną i nieprzewidywalnością. Ta mieszanka jest fascynująca! Tu nie ma rutyny, a jest dynamika i wyzwanie. Uważam, że telewizja na żywo jest najciekawszą formą rozrywki i dziennikarstwa, ponieważ pozwala zmierzyć się z wieloma wyzwaniami. A widzowie kochają to, co jest na żywo, naturalne, prawdziwe. Tu ciągle zdarzają się sytuacje, których nie sposób przewidzieć. Tak było w przypadku pandemii, kiedy właściwie z dnia na dzień zmieniliśmy system pracy – goście, którzy zawsze byli na naszych kanapach, nagle łączyli się z nami z własnych domów i prowadziliśmy rozmowy online.

W programach śniadaniowych poruszacie szerokie spectrum tematyczne. W jakich Ty czujesz się najlepiej?

Najbardziej lubię tematy związane z dziećmi i rodzicielstwem, ponieważ sama jestem mamą. Przez lata prowadziłam programy związane z urodą, więc w tym obszarze także poruszam się swobodnie. Dość dobrze czuję się też w tematach artystyczno- muzycznych, ponieważ mieszkam pod jednym dachem  z muzykiem (mąż Sebastian Karpiel-Bułecka – przyp. red.). Lubię tematy tygodnia, porady, które dotyczą każdego z nas.

Nie masz problemów z porannym wstawaniem?

Nie, chyba bardziej bałam się samej myśli, że muszę tak wcześnie wstać. Ważne jest to, że wychodzę ze studia już o 11.30 i mam bardzo długi dzień, mogę tyle rzeczy zrobić. Naprawdę poranne wstawanie nie jest takie bolesne.

Trzeba przyznać, że na planie z Damianem tworzycie bardzo udany duet. A może to tylko tak wygląda na wizji?

Gdy kilka miesięcy temu zaczynaliśmy wspólną pracę, powiedziano nam, że musi minąć sporo czasu, zanim się naprawdę zgramy i zaczniemy rozumieć bez słów. Mam jednak wrażenie, że nam udało się zgrać bardzo szybko. Potrafimy się dogadać, pomagamy sobie i uzupełniamy się doskonale. Nikt nie chce w naszym duecie być lepszym czy mądrzejszym. I o to chodzi. Damian jest świetnym dziennikarzem, z szesnastoletnim stażem. Bardzo rzadko wchodzimy sobie w słowo, nie ma między nami konfliktów. Owszem, mamy czasami różne zdanie na jakiś temat, ale to jest naturalne i zdrowe.

Gdy przed kilku laty startowałaś w wyborach Miss Polonia, marzyłaś o pracy w telewizji? Jak wyobrażałaś sobie swoją przyszłość?

Wybory Miss Polonia nie miały być trampoliną do pracy w telewizji, ale etapem w rozwoju kariery w modelingu. To było kolejne doświadczenie, życiowe wyzwanie. Wcześniej bardzo długo pracowałam jako modelka, grałam w reklamach, miałam doświadczenie w pracy przed kamerą i aparatem. Gdy dostałam Tytuł Miss Polonia, nagle z modelki stałam się osobą publiczną. Dziennikarze przeprowadzali ze mną wywiady, a gdy jako gość pojawiałam się na eventach, zaczęto pytać mnie o zdanie na różne tematy. Potem zaproponowano mi pracę – prowadzenie programu w telewizji.

Zaczęłaś, jak łatwo było przewidzieć, od programu urodowego?

Tak, najpierw w TVN Style zaproponowano mi prowadzenie „Kliniki urody”. Chciałam udowodnić, że mam coś do powiedzenia, własne zdanie i jestem kobietą niezależną. A przede wszystkim, że nie uroda, ale determinacja, pracowitość i hart ducha zaprowadziły mnie tu, gdzie teraz jestem.

Kiedy stwierdziłaś, że nic nie musisz nikomu udowadniać?

Macierzyństwo zmieniło wszystko. Gdy zostałam mamą, prowadziłam kolejne programy: „Sekrety Doliny Inków”, „Wychować i nie zwariować” i byłam również trenerem w „Małych Gigantach”, mimo to przestałam pędzić, stresować się. Jako matka zdystansowałam się od rozmaitych szufladek, łatek. Robię swoje, wracam do domu, do dzieci i męża. Jest dobrze. Nie mogą o moim życiu decydować osoby, których nigdy nie spotkałam i nie spotkam.

Karierę zawdzięczasz sobie i własnej determinacji. A kto najbardziej Cię wspierał?

Od zawsze rodzice. Wyszłam z domu jako bardzo dobrze zbudowany człowiek. Rodzice poświęcali mi czas, byli obecni, zawsze zaangażowani w moje życie i emocje. Powtarzali, że jestem ważna i że mnie kochają. To niby nic wielkiego, ale znaczy aż tyle. Najważniejsze, że wyszłam z domu, w którym była miłość.

Masz dużo czasu dla swoich dzieci?

Tak, i cały czas z mężem podkreślamy, że ta obecność nas, jako rodziców, jest najważniejsza. Istotne jest, aby z dziećmi po prostu być. Towarzyszyć im w dzieciństwie, gdy cieszą się z małych rzeczy albo mają swoje problemy.

Co dało Ci macierzyństwo?

Mnóstwo wspaniałych emocji, dystans do świata i problemów. Dzieci sprowadzają nas dorosłych na ziemię, razem z nimi wracamy do czasu dzieciństwa. Patrzę na świat oczami moich dzieci i jestem zachwycona, szczęśliwa.

Same pozytywy?

Nie koloryzuję. Oczywiście są czasami nieprzespane noce, trudne rodzicielskie decyzje, kłopoty. Wiadomo, że w momencie gdy pojawiają się na świecie dzieci, człowiek już do końca życia martwi się o nie, stresuje. Moje dzieci dopełniają mnie i jako kobietę, i jako człowieka. Na wszystko patrzę przez pryzmat ich szczęścia.

Pracujesz w Warszawie, ale masz też dom na Podhalu, który pewnie jest Twoim szczęśliwym miejscem na ziemi?

Dokładnie tak. Tu w Warszawie wszystko dzieje się szybko, praca, przedszkole, zajęcia, spotkania z przyjaciółkami. Tam ładuję akumulatory, odpoczywam. Gdy wybuchła pandemia, przenieśliśmy się do Kościeliska. To cudowne miejsce, mamy tam dom, dużą przestrzeń do zabawy dla dzieci, las, widok na góry, mnóstwo zieleni, koty, psy… Wokół mieszka rodzina mojego męża, nasze dzieci mają pięcioro kuzynów w sąsiedztwie. Mogą się razem bawić, biegać.

Jesteście z mężem znanymi ludźmi z telewizji. Mieszkańcy Kościeliska nie mają do Was dystansu?

Nie, traktują nas zupełnie normalnie, zwłaszcza że wokół nas mieszka tylko rodzina Sebastiana – kuzynki, kuzyni, brat i siostra mamy. Kiedyś, gdy jeździliśmy tam na weekendy lub urlop, odwiedzaliśmy ich wszystkich. Siostry Sebastiana, brata, Zofię Karpiel-Bułeckę, gdy jeszcze żyła. Teraz, gdy się tam osiedliliśmy, zaczęto odwiedzać nas. Musiałam więc wczuć się w rolę gospodyni. Wiem, że zawsze trzeba mieć przygotowany poczęstunek. Nikt nie musi zapowiadać wizyty, dom powinien być zawsze otwarty. To zupełnie inny świat. Zwłaszcza dla dziewczyny z Warszawy.

Jak poradziłaś sobie ze wszystkimi obowiązkami?

W Kościelisku dzielimy się obowiązkami z mamą Sebastiana. Dzięki temu mogę powiedzieć, że rzeczywiście na Podhalu ładuję baterie, cieszę się życiem i rodziną. Dystansuję się przede wszystkim od problemów, które tam, w zetknięciu z naturą, stają się mniejsze.

Brakuje Ci jeszcze czegoś do szczęścia?

Niczego, mogę to powiedzieć w pełni świadomie. Jestem spełnioną i szczęśliwą kobietą. Jeśli mnie i mojej rodzinie będzie dopisywało zdrowie, to inne rzeczy się ułożą.

Planujesz nowe rzeczy, kolejne wyzwanie?

Skupiam się na „Dzień Dobry TVN”. Cały czas pracuję jako modelka, prowadzę eventy, mam różnego rodzaju sesje i projekty. Nie jestem bardzo zachłanna, doceniam to, co mam. Chcę mieć czas dla dzieci, męża, rodziców. Nie lubię być zabiegana, pędzić z jednej pracy do drugiej. Muszę mieć czas na nudę, bo wtedy przychodzą najlepsze pomysły.

Dziękuję za rozmowę.