MULTIMEDALISTKA GOŚĆ SPECJALNY • WYWIAD Paulina Barzycka – pływaczka z Lublina specjalistka stylu dowolnego na 100 i 200 metrów

gwiazda

Podczas swej bogatej kariery reprezentowała barwy UTS „Orlik” Lublin, AZS-AWF Warszawa oraz Klubu Sportowego Olimpia Lublin, gdzie rozpoczęła się jej zawodowa kariera. Uczestniczyła w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach (2004), w których zajęła czwarte miejsce na 200 m stylem dowolnym. Do brązowego medalu zabrakło jej tylko 0,17 s. Startowała też w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie (2008).

Podczas mistrzostw Europy na krótkim basenie w Trieście w 2005 r. zdobyła brązowy medal na 200 m stylem dowolnym. Na Mistrzostwach Europy w Budapeszcie w 2006 r. zajęła wraz z koleżankami z drużyny drugie miejsce w sztafecie 4×200 m. Była finalistką mistrzostw świata (2005). Multimedalistka Mistrzostw Polski – aż siedemnastokrotnie zdobyła tytuł mistrzyni Polski na basenie 50 m, a dziewięciokrotnie została rekordzistką Polski na basenie 50 m oraz dziesięciokrotnie na basenie 25 m. Jak trafiła Pani do pływania, skąd zainteresowanie akurat tą dyscypliną? Moja przygoda ze sportem zaczęła się od baletu, jednak z powodu długich wypraw autobusem na drugi koniec miasta z babcią, która woziła mnie na te zajęcia, w pewnym momencie musiałam odpuścić. W tym czasie chodziłam do szkoły nr 30 przy ul. Nałkowskich, gdzie był basen, i pewnego dnia mój nauczyciel, Marek Król, zaprosił moich rodziców na rozmowę i przekazał im, że warto byłoby spróbować popływać trochę bardziej na poważnie. Ma Pani na swoim koncie dużo sukcesów zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Czy jest takie „zwycięstwo”, które smakuje jednak jakoś wyjątkowo? Który medal był szczególnie bliski? Na pewno w pamięci zapadł mi medal z Triestu, gdzie odbywały się Mistrzostwa Europy na 25-metrowej pływalni. Był to pierwszy indywidualny medal w kategorii seniorów i przełamałam passę czwartych miejsc, które gdzieś tam zawsze nade mną ciążyło. Jakie cechy osobowości i charakteru wykształciło u Pani uprawianie sportu? Przede wszystkim punktualność, obowiązkowość i dążenie do celu pomimo napotykanych często trudności. Czy jest „coś”, co nie daje spokoju po zakończeniu sportowej kariery, czy można było zrobić to lepiej, szybciej…? Oczywiście! Często myślę, że gdybym miała tą wiedzę i to doświadczenie, które mam teraz, to pewne sprawy potoczyłyby się inaczej… Staram się nie rozpamiętywać i cieszyć się tym, co osiągnęłam i przeżyłam. Niestety czasu już nie cofnę, myślę, że w czasie moich startów w porównaniu do innych polskich zawodników i tak byłam bardzo świadomą pływaczką. Czy nie myślała Pani, aby już po zakończeniu kariery wrócić do pływania? Przerwałam treningi pływackie z powodu kontuzji pleców, a chwilę po tym zostałam mamą, dlatego nie wyobrażałam sobie powrotu do pływania. Wielu znajomych żartowało, że mogę zostać polską Darą Torres (amerykańska pływaczka, która wróciła do treningów po trzydziestce, po urodzeniu dziecka i zdobyła olimpijski medal)*, ale ja nie miałam takich ambicji. Pozostały do dziś jakieś przyjaźnie z basenów? 90% osób, z którymi spędzam wolny czas, to byli pływacy lub osoby związane w jakiś sposób z pływaniem. Kibice kochają swoich idoli, szczególnie kiedy ci zdobywają medale. Potrafią jednak być bezwzględni, gdy ich faworyt zawiedzie. Czy doświadczyła Pani takich sytuacji? Pływanie nie jest na tyle medialnym sportem w Polsce, żeby pływacy to odczuli. Moje sukcesy zbiegły się z sukcesami Otylii i to ona zawsze była na świeczniku. Ona spijała śmietankę (zasłużenie), ale też odczuwała najbardziej sytuacje, gdy coś nie szło zgodnie z planem. Co było największym problemem w trakcie kariery? Zdecydowanie zgrupowania. W tamtym czasie nie mieliśmy wielu pływalni 50- metrowych, na których odbywają się najważniejsze imprezy pływackie z Igrzyskami Olimpijskimi na czele. Na zgrupowaniach przede wszystkim zagranicznych spędzałam nawet po 300 dni rocznie. Ktoś może sobie pomyśleć, że marudzę, bo pojeździłam po świecie i pozwiedzałam. Niestety w zawodowym sporcie wygląda to tak, że 95% czasu spędza się na treningu lub w hotelu. Kto dla Pani jest najwybitniejszym pływakiem/ pływaczką w historii, taki wzór tej dyscypliny? Od początku mojej przygody miałam tylko jednego idola i był nim Alexander Popow. Zawsze imponowało mi, z jaką gracją pływał i jak długo dominował na światowych pływalniach. Był perfekcjonistą. Miałam to szczęście, że mogłam go zobaczyć osobiście na jednych z pierwszych moich zawodach międzynarodowych. Po zakończeniu kariery przez Panią i Otylię Jędrzejczak nikt się chyba nie pojawił w polskim pływaniu tak utalentowany. Dlaczego? Nie zgodzę się, że nie mamy utalentowanych pływaków. Moje juniorskie rekordy kraju dawno zostały wymazane. Został mi chyba tylko jeden. Natomiast dziewczyny nie mogą zbliżyć się do mojego rezultatu z Igrzysk w Atenach, dlatego myślę, że mamy problem z przejściem zawodników z juniora do seniora. Dlaczego tak się dzieje to już pytanie do trenerów i władz PZP. Brak adrenaliny i rywalizacji nie doskwiera? Absolutnie, jestem perfekcjonistką i zawszę staram się być najlepsza w tym co robię, dlatego prowadzenie własnej firmy daje mi wiele adrenaliny. Jak wyglądało „życie” zaraz po zakończeniu sportowej kariery, czy ten czas przejścia na „sportową emeryturę” nie był trudnym wyzwaniem? Chyba sportowcy „boją” się kończyć kariery? W moim przypadku nie było problemu, ponieważ zostałam postawiona przed faktem dokonanym ze względu na kontuzję kręgosłupa i operację, którą przeszłam. Chwilę po tym zaszłam w ciążę. Pojawiły się nowe obowiązki, więc zakończenie kariery przyszło mi raczej łatwo. Sport dawniej i dziś, widzi Pani różnice? Kiedyś o wszystko trzeba było zawalczyć. Teraz młodzież wszystko ma podane na tacy, jeśli nie wyjdzie im w sporcie, mają dużo innych możliwości. Poza tym dzieci teraz trudniej zarazić sportowym bakcylem, mają mnóstwo bodźców i trenerzy muszą się nieźle nagimnastykować, aby treningi były pożyteczne, ale nie były nudne i dziecko chciało regularnie przychodzić na zajęcia. Z drugiej strony mamy coraz lepsze obiekty do treningu i lepiej przygotowanych, świadomych trenerów, czego zazdroszczę, bo większość mojej przygody spędziłam na 4-torowym basenie szkolnym, gdzie czasami było nas po 12-14 osób na torze. Czy wyobraża sobie Pani swoje dzieci jako te profesjonalnie uprawiające jakąś dyscyplinę sportu? Czy zanosi się na to, iż pójdą w ślady mamy? Bardzo bym chciała, ale nie mam ciśnienia. Na chwilę obecną syn trochę pływa i gra w piłkę nożną. Córki jeszcze są trochę za małe na podjęcie treningów, na razie skupiam się na tym, aby pokazać im różne dyscypliny sportu i może coś dla siebie wybiorą. Najważniejsze jest dla mnie to, że chcą się ruszać, są sprawni i czerpią radość z aktywności fizycznej. Odwiedza Pani szkoły, spotyka się z dziećmi i młodzieżą, wspiera różne inicjatywy związane z pływaniem i zdrowym trybem życia. Jest Pani autorką programu „Płyń przez życie”. Jakie są założenia i cele tego projektu? Chciałabym, aby jak największa liczba dzieci zdobyła podstawowe umiejętności pływackie, a także uświadomić rodziców, że pływanie to przede wszystkim umiejętność, która może uratować swoje lub czyjeś życie, a nie dyscyplina sportowa, w której liczą się tylko medale. Zatem dalej pływanie pozostało w codziennym życiu? Zgadza się, od 7 lat prowadzę szkołę pływania i chyba robię to dobrze, bo z roku na rok moich podopiecznych jest coraz więcej. Od kilku lat organizujemy też obozy sportowe, a czas pandemii spowodował, że od tego roku również półkolonie. Wielokrotna medalistka, bizneswoman, mama… w jakiej jeszcze roli widziałaby się Pani? W tej chwili bycie mamą i organizacja zajęć pływania dla dzieciaków zajmuje mi tyle czasu, że nie myślę o dodatkowych zajęciach. Mój mąż śmieje się, że swietnie sprawdziłabym się w roli adwokata lub psychologa, więc kto wie… Za nami wyjątkowo trudny czas… pandemia, izolacja, strach, dało się to jakoś we znaki? Niepewność to chyba najlepsze słowo, którym mogę opisać czas spędzony w domu. Sytuacja w dalszym ciągu jest niepewna i mimo tego, że większość rodziców, których dzieci pływają w mojej szkółce, zdecydowało się na „odrobienie” zajęć w następnym okresie, ja dalej nie mogę być pewna, czy wrócimy na basen i rodzice nie stracą cierpliwości. Jak to wpłynęło na życie zawodowe i prywatne. Moje życie zawodowe umarło całkowicie natomiast czas w domu mogę zaliczyć na plus, moje dzieci jeszcze bardziej się zżyły, a ja w końcu mogłam się im poświęcić w 100%.